Ostatnie dwie zimy spędziliśmy na Filipinach. W tym roku także mieliśmy w planach obrać kierunek azjatycki, a dokładnie odwiedzić Wietnam i Tajlandię. Jednak po rozmowie z naszą znajomą, która jest w Panamie od listopada, postanowiliśmy wyruszyć na drugą stronę globu.

16 stycznia wsiedliśmy w Warszawie do samolotu, którym polecieliśmy do Frankfurtu. Tam przenocowaliśmy w hotelu, a następnego dnia czekał nas 12-godzinny lot do Ameryki Środkowej. Jak zwykle Lufthansa nas nie zawiodła. Żadnych niespodzianek, punktualność i miła obsługa. 

Udało się! 17 stycznia o godz. 16:00 wylądowaliśmy w Panama City. Kontrola paszportowa i odebranie bagaży poszło bardzo sprawnie, a przed lotniskiem czekał już na nas busik, do którego zapakowaliśmy wszystkie graty i pojechaliśmy w stronę cypla Punta Chame (od strony Pacyfiku), oddalonego o 100km. Z okien samochodu mogliśmy zobaczyć namiastkę stolicy, która naprawdę nas zaskoczyła. Drapacze chmur, ekskluzywne hotele, zadbane trawniki. Nie bez powodu Panama City nazywana jest Dubajem Ameryki Środkowej. Udało się także przejechać nad Kanałem Panamskim, na którym roi się od kontenerowców.

Po ok. trzech godzinach podróży (korki…) dotarliśmy na miejsce, czyli do Casa Coral, gdzie mieszkają Paulina i Weronika z resztą ekipy intruktorów. Uroczy domek w bardzo dobrej lokalizacji, praktycznie na samym końcu cypla, tuż obok kitespotu oraz szkółki Machete Kites. 

Rano, przywitał nas wiatr, więc byliśmy w stanie zaliczyć swoją pierwszą sesyjkę. Zapoznaliśmy się ze spotem, który przy niskim pływie jest dosyć płaski i przyjemny. Na lunch słodkie i soczyste owoce, a po południu znowu kite’owanie. Tym razem spłynęliśmy do lagunki, oddalonej ok. kilometra w dół wiatru. Najlepiej działa przy „middle tide”. Nie jest zbyt wielka, ale kilku riderów się zmieści. 

Po dwóch wietrznych dniach, przyszły cztery bezwietrzne, które wykorzystaliśmy na zrobienie porządnych zakupów oraz na wycieczki. Jedna z nich była do pobliskich kanionów Los Cajones de Chame.

***

Minął miesiąc naszego pobytu w Panamie, a kolejny jeszcze przed nami. Wiatru było sporo, chociaż wszyscy mówią, że ten sezon jest zdecydowanie słabszy. Laguna oraz wystające wydmy pośrodku zatoki przy niskim pływie to jedne z najlepszych spotów z płaską wodą i równym wiatrem. Zdecydowanie jest to miejsce godne polecenia! A na pewno ma na to także wpływ przyjazna atmosfera w szkółce Machete oraz wśród lokalesów w Punta Chame.

Tydzień temu udało nam się pojechać w 4dniowy trip do surferskiej miejscówki - Santa Catalina. Ekipa była totalną mieszanką: Polska/Austria/Jamajka/Panama/Kostaryka z mega pozytywną energią. Wynajęliśmy pokój w hostelu Surfer Paradise, z przepięknym widokiem (Filipiny, macie poważną konkurencję!). Na miejscu wypożyczaliśmy dechy, a na spot szliśmy spacerkiem 10min. W ciągu dnia ujarzmianie fal aż do zachodu słońca, wieczorem owoce morza lub pizza i zasypianie przy szumie oceanu. Był to dobrze spędzony czas!

Do usłyszenia!